Milczenie świata to współudział w zbrodni – cisza głośniejsza niż bomby
Jestem ocalałą z ludobójstwa i na własne oczy widziałam koszmar, który spadł na Gazę. Widziałam domy zamienione w pył, rodziny pogrzebane pod gruzami i całe społeczeństwo rozrywane na strzępy (…)
– powiedziała Wejdan Abu Shammala, dziennikarka z Gazy, która w wyniku agresji Izraela straciła ponad dwustu członków rodziny.
Publikacja pochodzi z książki „Holokaust Palestyńczyków”, zawierającej wywiady z przedstawicieli narodu palestyńskiego, w tym świadkami ludobójstwa.
Agnieszka Piwar: Co robiłaś przed wybuchem wojny w Gazie?
Wejdan Abu Shammala: – Przed wybuchem wojny byłam studentką ostatniego roku studiów licencjackich na kierunku literatura angielska z dodatkową specjalizacją w tłumaczeniu na Uniwersytecie Al-Azhar w Gazie. Ale poza studiami byłam również freelancerką w kilku dziedzinach – zajmowałam się pisaniem treści, tłumaczeniem i pracą lektorską. Mam ponad trzyletnie doświadczenie zawodowe, współpracowałam z lokalnymi i międzynarodowymi organizacjami, w tym z agencją Sparkle Media i inicjatywą We Are Not Numbers.
Oprócz pracy freelancera byłam także trenerką pisania tre ści i pracy lektorskiej, szkoląc dziesiątki młodych ludzi w ra mach inicjatyw wspieranych przez różne instytucje. Aktywnie uczestniczyłam w działaniach na rzecz wzmocnienia pozycji młodzieży i szkoleniach medialnych. Moje życie miało cel – nie ustannie poszukiwałam możliwości rozwoju, uczestniczyłam w kursach z zakresu dziennikarstwa, prowadzenia programów telewizyjnych, przedsiębiorczości i wielu innych.
Dużo również udzielałam się jako wolontariuszka w organi zacjach pozarządowych, takich jak AMIDEAST, Hult Prize czy Fundacja Młodzież Bez Granic. Koordynowałam wydarzenia, zarządzałam klubami studenckimi i tworzyłam treści cyfro we na potrzeby kampanii edukacyjnych i rzeczniczych. Moim celem nie było jedynie budowanie kariery, ale przede wszyst kim służba na rzecz społeczności i bycie głosem pozytywnych zmian w Gazie.
Przed wojną żyłam jak młoda kobieta zdeterminowana, by się rozwijać, dawać innym i budować sensowną przyszłość – dla siebie i dla swojego narodu.
W jakich okolicznościach zostałaś ranna i jak udało ci się przetrwać ludobójstwo?
– W styczniu 2024 roku mieszkałam z rodziną w środkowej czę ści Gazy. Do tego czasu naloty stały się nieustanne, a odgłosy izraelskich czołgów z każdym wieczorem były coraz głośniej sze. Podjęliśmy bolesną, ale w jakiś sposób dającą poczucie bli skości decyzję – spaliśmy wszyscy razem w salonie. Mówiliśmy sobie: „Jeśli mamy zginąć, to przynajmniej razem”.
Około 5:30 rano obudziłam się, by się pomodlić. Po modlitwie wróciłam na swoje miejsce przy oknie. Siedzieliśmy tam jako rodzina, rozmawiając cicho o naszym planie: gdy tyl ko wzejdzie słońce, spakujemy się i uciekniemy. Ostrzał był nieustanny. Niebo było pełne dronów, myśliwców i czarne go dymu.
Nagle pocisk uderzył w dom w pobliżu naszego. Eksplozja rozbiła okno obok mnie. Odłamki szkła spadły na moją głowę, raniąc mnie w skórę głowy. Zostałam ranna. Ale nie było czasu, by to przetworzyć – nie było czasu na strach, nie było czasu na ból. W tym momencie wszystko się zmieniło. Wiedzieliśmy, że musimy natychmiast uciekać.
Z krwią spływającą po twarzy, w pośpiechu pakowałam, co tylko dało się zabrać. Czołgi były już niebezpiecznie blisko. Do łączyliśmy do tysięcy wysiedlonych Palestyńczyków, idących przez ogień, nie wiedząc, dokąd zmierzamy – wiedząc tylko, że musimy przeżyć.
W jakich okolicznościach opuściłaś Gazę? Jak udało ci się dotrzeć do Europy i w jakim kraju obecnie mieszkasz?
– Opuściłam Gazę w niezwykle bolesnych i trudnych okolicz nościach. Po sześciu miesiącach nieustannej wojny, bombardo wań i zniszczeń udało mi się wydostać z tego miejsca, ale cała moja rodzina do dziś pozostaje uwięziona w Gazie – wciąż sły szą dźwięki nalotów, czołgów i dronów. Zostawienie ich było najbardziej rozdzierającą decyzją w moim życiu, ale to właśnie ich naleganie dało mi siłę. Chcieli, żeby przynajmniej jedno z nas ocalało i mogło zanieść nasz głos światu.
Jestem ocalałą z ludobójstwa i na własne oczy widziałam koszmar, który spadł na Gazę. Widziałam domy zamienione w pył, rodziny pogrzebane pod gruzami i całe społeczeństwo rozrywane na strzępy. W kwietniu 2024 roku opuściłam Gazę przez przejście graniczne w Rafah do Egiptu. Stamtąd udało mi się dotrzeć do Francji, gdzie obecnie mieszkam.
Celem mojego przyjazdu do Francji była próba wznowie nia ostatniego roku studiów licencjackich, które zostały prze rwane, gdy na początku wojny zamknięto wszystkie szkoły i uniwersytety w Gazie. To nie była tylko podróż w fizycznym znaczeniu tego słowa – to była rana emocjonalna, którą noszę każdego dnia. Nie chciałam wyjeżdżać. Nie planowałam wyjaz du. Jednak to zrobiłam, niosąc na barkach ciężar mojego naro du i nadzieję, że będę mogła opowiedzieć naszą historię.
Nawet teraz żyję z traumą, z poczuciem winy ocala łej i z lękiem. Ale żyję też z poczuciem celu. Jestem tutaj, by być świadkiem.
Co robisz teraz, mieszkając w bezpiecznej Europie?
– Mieszkając dziś w Europie, prowadzę dwa równoległe życia: to widzialne, w którym próbuję się odbudować, oraz to niewidzialne, w którym wciąż noszę Gazę w sercu i umyśle.
Staram się wznowić moją przerwaną ścieżkę akademicką. Po tym jak wojna zmusiła uniwersytety w Gazie do zamknięcia, przyjechałam do Francji z nadzieją ukończenia ostatniego roku studiów licencjackich. Jednak emocjonalnie wojna dla mnie się nie skończyła. Wciąż żyję w jej cieniu – z traumą, lękiem i nieustannym niepokojem o moją rodzinę, która wciąż przebywa w Gazie i jest pod ostrzałem.
Współpracuję z organizacjami medialnymi i platformami rzeczniczymi, aby wzmacniać głos Palestyńczyków. Pisałam i publikowałam artykuły w renomowanych międzynarodowych mediach, takich jak „We Are Not Numbers” i „Washing ton Report”, w których dokumentuję codzienne zmagania i niezwykłą odporność Palestyńczyków żyjących pod okupacją.
Chcę, aby Polacy zrozumieli skalę okrucieństwa izraelskie go okupanta, dlatego muszę zapytać cię o śmierć twoich bliskich. Ilu członków twojej rodziny zostało rannych lub zabitych w Gazie? W jakich okolicznościach to się stało?
– Straciłam ponad 200 członków mojej dalszej rodziny w Gazie. Tak – ponad 200 ludzkich istnień zostało odebranych w ciągu zaledwie kilku tygodni. Całe rodziny przestały istnieć w wyniku jednego nalotu. Ginęli we śnie, inni podczas ucieczki. Ich je dyną „zbrodnią” było to, że byli Palestyńczykami i żyli w Gazie.
Jednym z najbardziej rozdzierających serce faktów jest to, że wielu z nich nigdy nie doczekało się godnego pogrzebu. Nie którzy wciąż znajdują się pod gruzami. To nie były numery – to byli nauczyciele, uczniowie, właściciele sklepów, matki i dzieci.
Ból nie wynika tylko z samego zabijania, lecz również z tego, że świat pozostał obojętny. A wszyscy ci, którzy przeżyli w Gazie, nadal żyją, nękani bombardowaniami. Cierpią z powodu ran fizycznych i głębokich blizn emocjonalnych, które być może nigdy się nie zagoją. Noszę tę stratę każdego dnia. Mówię w ich imieniu, ponieważ oni już nie mogą. Pamiętam o nich, aby świat o nich nie zapomniał.
Jak wygląda codzienne życie ludzi w Gazie dzisiaj? Co jedzą? Gdzie się ukrywają?
– Codzienne życie w Gazie to koszmar, który nigdy się nie koń czy. To nie jest życie – to walka o przetrwanie, godzina po godzinie. Ludzie budzą się, nie wiedząc, czy oni albo ich dzieci dożyją następnego dnia. Każdą chwilę przysłania dźwięk dronów, bombardowań i krzyków rannych.
Nie ma czystej wody. Jedzenie jest prawie niemożliwe do zdobycia. Ludzie jedzą paszę dla zwierząt, trawę lub – jeśli mają szczęście – kawałki czerstwego chleba. Niedożywienie jest powszechne, zwłaszcza wśród dzieci. Mleko, lekarstwa i mleko modyfikowane dla niemowląt to luksusy, do których większość rodzin nie ma już dostępu.
Codzienne życie w Gazie nie jest żadnym życiem – to po wolna śmierć. Ludzie umierają z głodu, zimna, od ran, które ni gdy nie zostają opatrzone. Nie ma jedzenia, czystej wody ani lekarstw. Izrael całkowicie zamknął przejścia graniczne, blokując dopływ pomocy humanitarnej. Nic nie wolno wwozić – nawet mąki czy mleka dla niemowląt. Oblężenie jest całkowite.
Rodzice gotują zioła i przyprawy w wodzie, żeby ich dzieci miały choćby iluzję tego, że coś zjadły. Głód jest realny i zabija – zwłaszcza dzieci i osoby starsze.
Nie ma schronienia. Domy zostały zrównane z ziemią. Obozy dla uchodźców zamieniły się w masowe groby. Ludzie ukrywają się w zbombardowanych budynkach, w namiotach zrobionych z plastikowych folii, albo śpią pod gołym niebem. Nocami zimne wiatry przeszywają te prowizoryczne schronienia, a bez koców i opału rodziny marzną.
Nawet szpitale – a raczej to, co z nich zostało – nie funkcjonują. Operacje przeprowadza się bez znieczulenia. Ranni leżą na podłogach, czekając na pomoc, która nigdy nie nadchodzi.
Oto dzisiejsza Gaza: miejsce, gdzie śmierć przychodzi z nie ba, przez głód, przez zakażenia, przez obojętność. A świat pa trzy. Okrucieństwo nie polega jedynie na bombach – to także celowe głodzenie, blokada i odmowa prawa do życia w godności.
Nie ma już żadnych bezpiecznych miejsc. Szkoły, szpitale, meczety, kościoły, schrony ONZ – wszystkie zostały zbombardowane. Ludzie ukrywają się w zawalonych budynkach, na miotach zrobionych z plastiku i koców, albo – jeśli mogą – pod ziemią. Wielu mieszka na ulicy, wystawionych na działanie żywiołów, mając za jedyną ochronę modlitwę.
Gaza stała się nie do poznania. To cmentarzysko, obóz wy pędzonych dusz.
Jaka jest sytuacja dziennikarzy w Gazie? Ilu z nich zginęło podczas relacjonowania wojny?
– Dziennikarze w Gazie pracują w jednych z najbardziej nie bezpiecznych warunków, jakie można sobie wyobrazić. Od początku konfliktu w październiku 2023 roku region ten stał się najgroźniejszym miejscem na świecie dla pracowników mediów.
Od października 2023 roku zginęło ponad 200 dziennikarzy – większość z nich to Palestyńczycy – a wielu innych zostało ciężko rannych podczas relacjonowania wojny. To najwyższa liczba dziennikarzy zabitych w jakimkolwiek konflikcie we współczesnej historii.
Dziennikarze byli celem ataków, a według doniesień niektórzy zginęli w wyniku uderzeń dronów, mimo że byli wyraźnie oznaczeni jako przedstawiciele prasy. Armia izraelska została oskarżona o próby tuszowania tych incydentów oraz o przerzucanie winy na samych dziennikarzy, co budzi poważne obawy o wolność prasy i odpowiedzialność za popełnione zbrodnie.
Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że zagraniczni dzienni karze nie mają dostępu do Gazy – Izrael zakazał wjazdu mediom z zewnątrz. Cały ciężar informowania świata spoczywa więc na lokalnych reporterach, którzy sami są ofiarami wojny – doświadczają wysiedlenia, tracą członków rodzin i domy.
Pomimo tych ogromnych trudności, dziennikarze w Gazie nadal relacjonują wydarzenia z odwagą i poświęceniem.
Jedną z ofiar był palestyński dziennikarz Iman Jid, który pracował dla „Al-Quds Today”. Został zabity 25 grudnia 2024 roku, gdy czekał przed szpitalem w obozie dla uchodźców na narodziny swojego pierwszego dziecka. Jego żona, będąc w trakcie porodu, nie wiedziała o jego śmierci. Czy wiadomo, co obecnie dzieje się z żoną i dzieckiem tego dziennikarza?
– Niestety, nie mam żadnych konkretnych informacji na temat obecnej sytuacji jego żony i dziecka. Jak w przypadku wielu rodzin w Gazie, zwłaszcza tych, które straciły bliskich, niezwykle trudno jest śledzić losy poszczególnych osób lub utrzymywać kontakt z powodu zniszczeń, masowych przesiedleń i braku łączności.
To, co wiem, to fakt, że ich historia nie jest wyjątkiem – jest bolesnym przykładem cierpienia, które tak wiele rodzin prze żywa w milczeniu. Mam nadzieję, że jego żona i dziecko są bezpieczni, i że pewnego dnia dowiedzą się, jak odważny i oddany był w mówieniu prawdy – nawet w obliczu śmierci.
Wśród ofiar nalotów znalazło się również wielu profesorów, nauczycieli, naukowców i lekarzy. Czy możesz podać kil ka nazwisk?
– W wojnie przeciwko Gazie izraelski okupant atakował nie tylko domy i ludność cywilną, ale także celowo uderzał w lekarzy, profesorów uniwersyteckich i naukowców – jednych z najjaśniejszych umysłów i najbardziej wartościowych członków palestyńskiego społeczeństwa. Ci ludzie nie byli tylko nauczyciela mi – byli budowniczymi przyszłości Gazy. Kształcili studentów, prowadzili ważne badania i działali na rzecz swoich społeczności, mimo ogromnych ograniczeń i wieloletniego oblężenia.
Wśród tych, których tragicznie straciliśmy, był dr Rifaat Al-Arar – szanowany profesor literatury angielskiej i dzien nikarstwa, który osobiście szkolił mnie w zakresie sztuki dziennikarskiej i inspirował swoją pasją. Jego wpływ na moją pracę – i na setki studentów takich jak ja – był ogromny. Jego zamordowanie to nie tylko osobista strata, ale również cios dla całej edukacji w Gazie.
Ci ludzie byli w salach wykładowych, bibliotekach i labora toriach. Ich celowe zabijanie to atak na wiedzę, postęp i nadzieję dla przyszłych pokoleń Palestyńczyków.
Co oznacza ich śmierć dla przyszłości Gazy?
– Śmierć intelektualistów, lekarzy, profesorów i naukowców z Gazy to rana, która będzie się goić przez pokolenia. Ci ludzie byli nie tylko ekspertami w swoich dziedzinach – stanowili fila ry naszego społeczeństwa, nosili w sobie wizję, wiedzę i umiejętności niezbędne do odbudowy zniszczonej ziemi.
Ich strata to nie tylko utrata wiedzy – to również utrata men torów, liderów i nadziei. Kiedy ginie profesor, setki studentów tracą swojego przewodnika. Gdy umiera lekarz, społeczność traci swojego uzdrowiciela. Gdy milknie pisarz, cały naród traci część swojego głosu.
Dla przyszłości Gazy to katastrofa. Oznacza to, że opłakujemy nie tylko teraźniejszość, ale że odbiera się nam również przyszłość. Odbudować szpitale i szkoły jest trudno, ale jeszcze trudniej odbudować umysły i ducha tych, którzy nimi kierowali.
Wojna w Gazie szczególnie brutalnie dotknęła dzieci. Wie le z nich zostało zabitych, inne zostały ciężko ranne lub trwale okaleczone. Tysiące straciły rodziców, domy i jakie kolwiek poczucie bezpieczeństwa. Każde dziecko w Ga zie nosi w sobie głęboką traumę, której żadne dziecko na świecie nie powinno doświadczyć. Choć to pytanie może wydawać się banalne w obliczu takiego cierpienia, właśnie dlatego je zadaję – czy możesz podzielić się przykładem, o czym marzą palestyńskie dzieci dorastające pośród ruin i gruzów?
– Palestyńskie dzieci w Gazie już nie marzą o zabawkach, wakacjach czy urodzinach. One marzą o jedzeniu, cieple i bezpieczeństwie. Marzą o ciszy – choćby jednej nocy bez bomb. Marzą o chipsach, czystej wodzie i o tym, by móc zasnąć bez strachu.
Trzy dni przed rozpoczęciem krótkiego zawieszenia broni w końcu udało mi się porozmawiać z rodziną po tygodniach całkowitej ciszy. Internet był odcięty tak długo, że nie wiedziałam, czy oni w ogóle żyją. |Gdy zadzwoniłam, to co usłyszałam, złamało mi serce. Mój ojciec powiedział, że nie jedli mięsa od czterech miesięcy, a w sklepach nie było już żadnego jedzenia. Mówił, że nawet wyjście z domu, by czegoś poszukać, groziło śmiercią, bo bomby spadały wszędzie.
Kiedy rozmawiałam z moim małym bratem, powiedział tylko: „Kiedy wrócisz do Gazy, chcę tylko chipsy”. Tylko chipsy. Nie zabawkę, nie iPada – po prostu małą paczkę chipsów. Tyle wojna zrobiła z marzeniami dziecka.
W sercu noszę takie wspomnienie z moją 5-letnią siostrą Farah i 3-letnim bratem Aboud. Pewnej nocy, podczas silnych na lotów w pobliżu naszego domu, oboje obudzili się z krzykiem. Mama przytuliła Abouda, ja mocno objęłam Farah. Szeptałam: „Nie martw się, nic ci się nie stanie. Jesteśmy tutaj”. Ale w głębi duszy wiedziałam, że nie mogę jej tego obiecać.
I wtedy Farah zapytała mnie o coś, co mnie złamało: „Wejdan, czy izraelskie wojsko bombarduje księżyc i gwiazdy tak jak nas?”. Chciałam płakać. Chciałam krzyczeć. Ale trzymałam się i odpowiedziałam: „Nie, kochanie. Księżyc i gwiazdy są bezpieczne. Ty też będziesz bezpieczna”.
Odwracałyśmy ich uwagę telefonem, próbując zagłuszyć dźwięki bomb. Taka jest rzeczywistość dzieci w Gazie. One nie marzą o Disneylandzie – one marzą o kromce chleba. Nie boją się potworów spod łóżka – boją się rakiet nad głową.
Jakie uczucia towarzyszą Ci, gdy widzisz obojętność lub brak reakcji świata na cierpienie Gazy?
– To jeden z najbardziej bolesnych aspektów całego tego do świadczenia – patrzeć, jak świat milczy, podczas gdy Gaza płonie. Czuję złamane serce. Wściekłość. Zdradę. Są momenty, kiedy pytam siebie: ile jeszcze dzieci musi umrzeć? Ile rodzin musi przestać istnieć, zanim świat powie: „Dość”?
Ta obojętność boli niemal tak samo jak bomby. Widzieć, jak ludzie przewijają nasze cierpienie, jak kolejny nagłówek w mediach, słyszeć, jak rządy usprawiedliwiają ludobójstwo pustymi słowami o „samoobronie” – to sprawia, że czuję się niewidzialna, odczłowieczona, wymazana.
Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy żyją w pokoju i nie potrafią sobie wyobrazić, przez co przechodzą osoby w strefach wojny? Jakie konkretne działania – nawet najmniejsze – mogą podjąć, aby pomóc, okazać wsparcie i przyczynić się do zakończenia tego cierpienia?
– Jeśli żyjesz w pokoju, nie pozwól, by ten pokój stał się klatką, która odcina cię od cudzej krzywdy.
Być może nigdy naprawdę nie zrozumiesz, co znaczy żyć pod bombami, spać z rodziną w jednym pokoju, żeby w razie śmierci odejść razem, a nie samotnie. Być może nigdy nie po czujesz strachu towarzyszącego poszukiwaniu chleba, wiedząc, że w każdej chwili może zabić cię dron. I modlę się, byś nigdy tego nie doświadczył.
Co możesz zrobić? Możesz wybrać, by przejmować się głośno. Podnieś głos, gdy nasz jest uciszany. Bojkotuj firmy, które finansują naszych oprawców. Protestuj. Pisz. Wspieraj finansowo. Mów. Nie akceptuj tłumaczenia, że „to zbyt skomplikowane, by się opowiedzieć po którejś stronie”. Prawda nie jest skomplikowana.
Bombardowane są dzieci. Rodziny głodują. Cały naród jest wymazywany – a twoje milczenie nie jest neutralne.
Gdyby twoje własne dziecko poprosiło cię o chipsy po czterech miesiącach głodu, albo twoja siostra zapytała, czy księżyc i gwiazdy też są bombardowane tak jak my – czy wciąż byś milczał?
Nie potrzebujemy twojego współczucia. Potrzebujemy twojej odwagi. Potrzebujemy, byś poczuł się niekomfortowo. Potrzebujemy, byś kochał sprawiedliwość bardziej niż wygodę.
Bo nawet najmniejszy gest – podzielenie się prawdą, zajęcie stanowiska w rozmowie, odmowa normalizowania ludobójstwa – może wstrząsnąć światem.
Kiedy spotkałam Cię osobiście i zamieniłyśmy kilka słów w Brukseli, zauważyłam, że jesteś niezwykle wrażliwą i delikatną kobietą, a jednocześnie niesamowicie silną. Skąd czerpiesz siłę, by radzić sobie z bólem po stracie bliskich i przyjaciół? Skąd bierzesz odwagę, by z taką determinacją walczyć o prawdę?
– Dziękuję za Twoje ciepłe słowa. Prawda jest taka, że nie czuję się silna. Czuję się złamana każdego dnia. Noszę w sobie rany, których nikt nie widzi. W moim wnętrzu są blizny, które nigdy się nie goją, sceny, których nigdy nie zapomnę, i dusza, która próbuję się nie rozsypać. Noszę w pamięci obrazy wypalone bólem – chwile przerażenia, straty i bezsilności, które nawie dzają mnie w ciszy.
Moja siła nie pochodzi z braku strachu – ona rodzi się z bólu. Z żałoby. Z tego, że byłam świadkiem tylu strat, że milczenie stało się nie do zniesienia.
Niosę ciężar historii, które muszą zostać opowiedziane, imion, które nie mogą zostać zapomniane, i głosów, które ucichły zbyt wcześnie.
Siłę znajduję w odpowiedzialności, którą czuję – by mówić w imieniu tych, którzy już nie mogą. Za każdym razem, gdy piszę, ocalam pamięć. Za każdym razem, gdy mówię, stawiam opór wymazaniu.
Odwaga, którą widzisz, jest zbudowana z popiołów i determinacji. A siłę czerpię z samej Gazy – z ziemi, z ludzi, z historii zakopanych pod gruzami. Jestem im winna mój głos.
Rozmowa została przeprowadzona na przełomie kwietnia i maja 2025 roku.
fot. zrzut ekranu YouTube / European Palestinian Network