W jaki sposób „rosyjskie boty” zagroziły Polsce
Czy Minister Koordynator Służb Specjalnych pozyskuje informacje od funkcjonariusza ABW, który wiedzę operacyjną zdobywa w WC podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych? Taki wniosek nasunął się po serii kompromitujących wypowiedzi polskojęzycznej kakistokracji, z Tomaszem Siemoniakiem na czele.
Zaczęło się od fejkowego wykresu, który jakiś żartowniś wygenerował za pomocą AI po tym, jak ukraińskie drony przeprowadziły serię ataków na centra danych firmy Yandex, uznawanej za „rosyjskiego Google’a”. Fałszywa grafika przedstawiała rzekome ustanie ruchu „rosyjskich botów” – czy jak kto woli, „farmy ruskich trolli” – po ukraińskim ataku.
Zrobiony dla beki wykres rozprzestrzenił się w błyskawicznym tempie na platformie X i dotarł także do Polski. W autentyczność grafiki uwierzyli oraz z pełną powagą powielali i komentowali ją czołowi politycy, dziennikarze oraz tzw. eksperci wszelkiej maści – z ekspertami od bezpieczeństwa włącznie – a nawet wojskowi.
Dzięki temu dotarło do mnie, że „rosyjskie boty” faktycznie stanowią dla Polski zagrożenie. Wykluły się w głowach osób odpowiedzialnych za mój kraj, które dobitnie wykazały niedorozwój umysłowy.
SPECE OD KOMPROMITACJI
W Polsce lawina ruszyła głównie dzięki Jarosławowi Wolskiemu, którego Wikipedia opisuje następująco: „polski politolog, dziennikarz, publicysta oraz cywilny analityk zajmujący się wojskiem i obronnością, specjalizujący się w broni pancernej i przeciwpancernej”.
Udostępniając na X fejkowy wykres, Wolski opatrzył go komentarzem:
„Zderusyfikowany internet (ukraińskie trafienia w centra Yandexa) nagle objawia cuda w socjalach: poparcie dla AfD w socjalmediach spadło o 56 proc. Mniej »polskich« kont szczujących na Ukraińców, mniej »ukraińskich« szczujących na Polaków, poparcie w sieci dla MAGA gwałtownie spadło”.
Kiedy z czasem do Wolskiego dotarło, że grafika to jednak wytwór AI i jakiegoś jajcarza, ostatecznie usunął komentarz i przeprosił za zamieszanie. Problem w tym, że jego wpis z dezinformacją zdążył zrobić milionowe zasięgi. Pomogli w tym nierzetelni – i niestety popularni – dziennikarze, tacy jak Marcin Wyrwał, Agnieszka Gozdyra czy Jakub Wiech, oraz politycy związani z frakcją rządzącą.
Europosłanka Magdalena Adamowicz – z wykształcenia doktor nauk prawnych oraz pracownik naukowy (sic!) Uniwersytetu Gdańskiego – udostępniając post Wolskiego z fejkową grafiką, napisała:
„Internet przeżył cudowne ozdrowienie! Wystarczyło, że ukraińskie drony trafiły w centra danych Yandexa, a „oddolne” poparcie patoprawicy – od AfD po MAGA – w sieci zaczęło się sypać. Teraz widać jak na dłoni, dlaczego patoprawica blokuje jakąkolwiek próbę wyczyszczenia sieci z patologii. Nie broni żadnej „wolności słowa”, tylko ruskich botów, które nakręcają jej popularność. Okazuje się, że to Ukraińcy odzyskują nam prawdziwą wolność słowa w internecie :)))”.
Z kolei deputowany do Parlamentu Europejskiego Krzysztof Brejza (PO) oświadczył:
„Ruska infrastruktura serwerowa wyłączona – wyłączyła się masa proruskiich i antyunijnych trolli w polskim internecie. Co za przypadek..”.
Niejaki Filip Dąb-Mirowski, określany jako „polski publicysta, analityk i komentator specjalizujący się w polityce międzynarodowej, geopolityce oraz globalnym układzie sił”, napisał na X:
„Uczcijmy minutą ciszy fakt, że dziś setki tysięcy Polaków z Polski, Amerykanów z USA i Niemców z Niemiec w ułamku sekundy przestało istnieć. Nie był to meteoryt rozmiarów boiska uderzający w kulę ziemską, a jedynie ukraiński dron trafiający w centrum danych Yandexu ;)”.
Jego wpis udostępnił minister spraw zagranicznych RP Radosław Sikorski, dopisując triumfalnie: „Patoprawica powinna ogłosić trzy dni żałoby”.
WYŚCIGI PARANOIKÓW
Małpim rozumem popisała się również Katarzyna Pełczyńska, polska socjolog i politolog, specjalistka w zakresie problematyki wschodnioeuropejskiej, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (2012–2014), ambasador Polski w Federacji Rosyjskiej (2014–2016), minister funduszy i polityki regionalnej w trzecim rządzie Donalda Tuska (od 2023), przewodnicząca Polski 2050 (od 2026).
Pełczyńska napisała na X nieco dłuższy wywód. A oto jego fragment:
„Na dobry początek tygodnia najlepsza wiadomość minionego tygodnia: od czwartku Ukraińcy zniszczyli 3 centra danych rosyjskiego Yandexu przenosząc na cmentarz miliony putinowskich botów. Ruch generowany przez putin-boty Yandexu spadł do poziomu 0.4% maksymalnego poziomu z minionych 2 tygodni. Natychmiastowy efekt to: spadek prorosyjskich, proTrumpowskich, pro AfD- owskich treści w sieci. (…)”.
Jej wpis udostępniło na X oficjalne konto partii Polska 2050 RP, dodając komentarz o treści:
„Wojna z rosyjską dezinformacją przeniosła się z teorii do praktyki. Ukraina po prostu rozniosła w pył gniazda putinowskich botów, a w sieci nagle zrobiło się czyściej. To brutalna lekcja cyberbezpieczeństwa dla całej Europy: z rosyjską propagandą się nie dyskutuje, ją należy bezwzględnie zwalczać”.
Szkoda byłoby zmarnować taką okazję, więc psychozę, jaką nakręciła fejkowa grafika z fejkowym wykresem, wykorzystano też do nakręcania wewnątrzkrajowej walki politycznej. Dla przykładu Konrad Gwóźdź, prezes Forum Młodych Ludowców i szef gabinetu ministra energii, napisał na X:
„Świat obiegła informacja o zniszczeniu rosyjskich serwerowni co poskutkowało zmniejszeniem ilości ruskich botów. Niestety w Polsce mamy problem nie tylko z botami ale również z przedstawicielami opcji rosyjskiej: @KONFEDERACJA [Konfederacja Wolność i Niepodległość] @KoronyPolskiej [Konfederacja Korony Polskiej].”
W polskim piekiełku nie zabrakło też komentarzy wojskowych, a wśród nich takiego elementu jak pułkownik Adam Mazguła, który, wyraźnie podekscytowany zmyślonym wykresem, napisał w mediach społecznościowych:
„Ale cisza, niewielu mnie hejtuje. Tak dawno nie było. „Polscy patrioci” zostali zlikwidowani na terenie Rosji, w centrach wojny, poprzez hejt, przez ukraińskie drony i rakiety. I czym teraz PiS i Nawrocki będą atakowali Polskę konstytucyjną? Czy boty Mateckiego i Czarnka same dadzą radę??”.
RAPORT Z KIBLA?
Największy niepokój budzi jednak fakt, że do chóru obłąkanych dołączył minister ds. służb specjalnych, czyli polityk obsadzony na bardzo odpowiedzialnym stanowisku związanym z bezpieczeństwem Polski. Tomasz Siemoniak podczas poniedziałkowej odprawy rządowej powiedział przed kamerami:
„ABW obserwuje znaczący, radykalny spadek działalności rosyjskich botów w sieci, to jest zjawisko światowe. Po zbombardowaniu trzech centrów danych i wyłączeniu trzech rosyjskich superkomputerów, na świecie praktycznie ustał ruch rosyjskich botów, przynajmniej na ten moment”.
Wypowiedź Siemoniaka spotkała się z falą krytyki ze strony przytomniejszych w tej sprawie polityków i użytkowników X, którzy nie dali się nabrać na fejkowy wykres. Słowa koordynatora służb specjalnych dobitnie skomentował m.in. lider partii Razem Adrian Zandberg:
„W dramie wokół putinowskich botów i statystyk ruchu nurtuje mnie jedno – minister Siemoniak mówił w mediach o radykalnym spadku aktywności botów postujących takie treści. Skąd wziął te informacje? Bo jednak wierzyć mi się nie chce, że źródłem był randomowy obrazek na Twitterku”.
Z kolei lider Konfederacji Sławomir Mentzen napisał na X:
„Minister koordynator służb specjalnych znalazł w necie fejkową grafikę, a następnie na posiedzeniu rządu powiedział, że to są ustalenia ABW. Wspaniałe tekturowe państwo. A potem będą nam mówić, że trzeba walczyć z dezinformacją. Rząd Tuska jest źródłem największej dezinformacji!”.
Odnosząc się do tych słów, Siemoniak szedł w zaparte:
„Ani nie było posiedzenia rządu wczoraj ani nie znałem żadnych „fejkowych grafik”. Więc dwa razy pudło. Posługiwałem się publicznie wyłącznie informacjami otrzymanymi od ABW, o których mogłem powiedzieć publicznie. ABW ma świetnych ekspertów od internetu, do których ocen mam zaufanie. (…)”.
Internauci nie zostawili na Siemoniaku suchej nitki. Z setek przejrzanych komentarzy dotyczących kompromitacji koordynatora służb specjalnych najbardziej spodobał mi się ten, w którym autor zasugerował, że ów ekspert ABW od internetu siedział na kiblu z telefonem w ręce, przeglądał X, trafił na post Wolskiego z wykresem i zaraportował swojemu ministrowi o „ustaniu ruchu rosyjskich botów”.
Czy ta historia jest tylko śmieszna, czy raczej żałosna i straszna? Na pewno pokazuje pewien paradoks: ludzie, którzy ostrzegają przed rosyjską dezinformacją, sami uwierzyli w fałszywy wykres i zaczęli wykorzystywać go do formułowania poważnych wniosków politycznych. Czy można wiarygodnie walczyć z dezinformacją, jeśli samemu rozpowszechnia się niezweryfikowane informacje?
Agnieszka Piwar