|

Viva la Serbia! Bałkański wzór sprzeciwu wobec złej władzy

Z komentarzem na temat historycznych wyborów w Serbii wstrzymywałam się przez kilka dni. Czekałam, czy obalony reżim nie wywinie jakiegoś numeru, a jednocześnie robiłam rozeznanie, z jakimi mitami powielanymi w Polsce będę musiała się rozprawić. Okazało się, że serbski fenomen niemal przemilczano w kraju nad Wisłą, a nieliczne głosy powielały z góry narzuconą narrację.

Nie mają racji media głównego nurtu i politycy III RP, którzy, odnosząc się do przegranej Aleksandra Vučicia, triumfalnie obwieścili „porażkę Putina”. Nie ma też jednak racji politolog Adam Wielomski, który po ogłoszeniu wyników napisał w mediach społecznościowych: „Niestety, w Serbii wygrali George Soros i Ursula von der Leyen”.

W Serbii wydarzyło się coś, co dla Polaków – nawet tak oczytanych jak profesor Wielomski – najwyraźniej jest niepojęte. Serbowie, nie oglądając się na zewnętrznych graczy i podżegaczy, wzięli sprawy w swoje ręce. Zmobilizowali się, by wyrwać swój kraj z korupcji i postępującej degradacji. Najciekawsze jest to, że nie było przy tym żadnego lidera (sic!), który by ich poprowadził.

KALENDARIUM WYDARZEŃ

1 listopada 2024 roku doszło do katastrofy na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie. Niespodziewanie zawalił się betonowy dach nad wejściem do budynku, zabijając 16 osób.

Tragedia wywołała ogromne oburzenie społeczne, ponieważ obiekt został niedawno zmodernizowany przez chińskie konsorcjum za miliony euro, a katastrofę powszechnie uznano za bezpośredni skutek systemowej korupcji, rażących zaniedbań budowlanych i braku transparentności ze strony władz.

Zdarzenie to stało się punktem zwrotnym w Serbii, wywołując trwające blisko dwa lata masowe protesty oraz ogólnokrajowy ruch studencki.

W celu ratowania poparcia politycznego Aleksandar Vučić 27 września 2026 roku, na siedem miesięcy przed końcem kadencji, ustąpił ze stanowiska prezydenta Serbii, aby obejść konstytucyjny limit dwóch kadencji prezydenckich i ubiegać się o urząd premiera w przedterminowych wyborach parlamentarnych.

25 października 2026 roku w Serbii odbyły się przedterminowe wybory, w których wystartowało 18 komitetów wyborczych. Lista Studencka – Studenci Wygrywają pokonała dotychczasowy reżim, startujący pod szyldem Aleksandar Vučić – Zjednoczona Serbia, a także wszystkie partie opozycyjne.

Lista Studencka wystawiła 250 kandydatów, a na jej czele znalazł się kardiolog Ilija Srđanović. Nie oznacza to jednak, że był on liderem całego ruchu studenckiego, który w rzeczywistości nie miał jednego przywódcy. Inicjatywa studentów zdobyła 52,9 procent głosów i 140 mandatów w 250-osobowym parlamencie.

Nie ukrywam, że jeszcze w dniu wyborów nie wierzyłam w powodzenie tej sprawy. Miałam świadomość, z jakim przeciwnikiem przyszło się zmierzyć. Vučić to namiestnik globalistów. Rządził żelazną ręką, totalnie kontrolował media, trzymał w garści opozycję, a swoich przeciwników na różne sposoby niszczył, łamał czy przekupywał.

Dotychczasowy przywódca Serbii cieszył się poparciem zarówno prezydenta Rosji, jak i Brukseli, a jednocześnie handlował bronią z Izraelem. Wielu Serbów postrzegało go jednak jako człowieka niebezpiecznego dla własnego narodu. Wchodził w konszachty z mafią, m.in. za pośrednictwem środowisk kibicowskich, a megalomańskie projekty służyły do prania pieniędzy.

Jego urzędnicy i najbliższe otoczenie byli przesiąknięci korupcją. Vučić wypiął się również na uciemiężonych Serbów z Kosowa. Sprawował ponadto kontrolę nad całym systemem gospodarczym, ściągając haracze od przedsiębiorców – zarówno tych największych, jak i najmniejszych. W Serbii nikt nie mógł prowadzić działalności gospodarczej i zarabiać bez oddawania swojej doli reżimowi.

SPOJRZENIE SERBÓW

O powyborczy komentarz zapytałam samych Serbów. Tak się złożyło, że moi rozmówcy to szczerzy patrioci o poglądach antyglobalistycznych, a niektórzy z nich patrzą z rezerwą na Rosję. Interesowało mnie przede wszystkim to, czy ostatnie wydarzenia można rozpatrywać przez pryzmat przewrotu sterowanego z zewnątrz. Oto, co mi przekazano.

Serbowie są dumni ze sposobu, w jaki pokonali szkodliwą, niebezpieczną i skorumpowaną władzę. Zrobili to sami, w sposób cywilizowany, unikając dewastacji i aktów agresji, jakie obserwujemy ostatnio chociażby w krajach zachodnich, takich jak Francja, Włochy i Hiszpania, czy jakie miały miejsce wcześniej podczas ukraińskiego Euromajdanu, którego uczestnicy chcieli integracji z UE.

Lista Studencka nie ma lidera i nie jest ruchem politycznym. To konglomerat tworzony przez studentów, profesorów i przedstawicieli różnych zawodów.

Inicjatywa nie ma jednolitej linii politycznej – zrzesza zarówno osoby znajdujące się pod wpływami zagranicznymi, jak i niezależnych ludzi o poglądach narodowych, a także ateistów, chrześcijan czy nawet muzułmanów. Niektórzy chcą zbliżenia z Zachodem, inni kontynuacji przyjaźni z Rosją, a spora część z entuzjazmem spogląda w stronę Chin.

Lista Studencka wystartowała w wyborach wyłącznie po to, by wykorzystać tę drogę do obalenia niesprawiedliwego, antynarodowego i autorytarnego reżimu. Wszystkich połączył jeden cel – odsunięcie od władzy autokraty Vučicia, aby instytucje mogły funkcjonować swobodnie i niezależnie.

Nie ma więc tu mowy o „kolorowej rewolucji”, do jakiej dochodziło w innych krajach, gdzie zdegradowaną władzę obalano przy wsparciu zachodnich fundacji czy innych think tanków specjalizujących się w „przywracaniu demokracji”.

Czy Serbowie obawiają się, że studenci mogą ich oszukiwać? Takie obawy zawsze istnieją, wszak – jak twierdzą moi rozmówcy – od 2001 roku aż do dziś wszystkie kolejne władze okłamywały serbski naród na potęgę. Jednak ostatnie wydarzenia przywróciły Serbom nadzieję. Naród mówi, że studenci przynieśli mu wolność.

SERBSKA PIERIESTROJKA

Z serbskim odrodzeniem wiążą się ogromne wyzwania, ponieważ tak radykalna zmiana władzy może pociągnąć za sobą chaos i destabilizację państwa, które przez ponad dekadę było całkowicie podporządkowane ustępującemu reżimowi. Jednym z wyzwań jest to, by uczciwie rozliczyć odpowiedzialnych za degradację państwa.

Jak studenci zamierzają poradzić sobie z rządzeniem, skoro nie mają doświadczenia w sprawowaniu władzy? Wyjaśniono mi, że nie chodzi o to, by sami przejęli pełnię władzy czy obsadzili najważniejsze stanowiska w państwie. Ich rolą ma być raczej kontrolowanie działań nowej administracji, patrzenie jej na ręce, a w razie konieczności – ponowne doprowadzenie do jej obalenia.

Być może młodzi Serbowie będą chcieli dążyć do czegoś na wzór szwajcarski, czyli demokracji bezpośredniej, ale na razie jest jeszcze za wcześnie, by mówić o dalszej przyszłości.

Niezależnie myślący Serbowie zdają sobie sprawę z siły rażenia propagandowych mediów związanych z Vučiciem. Te grają m.in. na nutę rosyjską, tj. wykorzystują sentymenty Serbów wobec Rosji, by wzbudzać przekonanie, że odsunięcie Vučicia od władzy oznacza działanie przeciwko Rosji i wpisuje się w scenariusz „kolorowej rewolucji” inspirowanej przez Zachód. W tej narracji poparcie dla Vučicia jest równoznaczne z obroną serbsko-rosyjskiej przyjaźni.

Jeszcze kilka dni temu reżim Vučicia twierdził, że studenci chcą wprowadzić sankcje przeciwko Rosji, zlikwidować emerytury i podnieść kurs euro ze 120 do 200 dinarów. Tymczasem Lista Studencka jasno oświadczyła, że nie planuje żadnego z tych posunięć. Zapewniła również, że nie zamierza uznawać secesji Kosowa, co ma niezwykle istotne znaczenie dla zachowania serbskiej tożsamości.

Jako ciekawostkę dodam, że brytyjski dziennik „The Times”, opisując kulisy wyborczej porażki Aleksandara Vučicia, wskazał na możliwość przygotowywania przez jego obóz scenariusza siłowego utrzymania władzy. Według rozmówców gazety w Belgradzie rozmieszczono tysiące policjantów i uzbrojonych ludzi, a jednym z rozważanych scenariuszy było zakwestionowanie wyników wyborów i wykorzystanie ewentualnych zamieszek jako pretekstu do ich unieważnienia.

Ostatecznie nie doszło do zamachu stanu, ponieważ Vučić uznał zwycięstwo listy popieranej przez studentów. Według źródeł cytowanych przez „The Times” mogły się do tego przyczynić ostrzeżenia ze strony europejskich polityków. Pojawiające się w tym kontekście doniesienia, m.in. o interwencji Viktora Orbána, nie zostały jednak potwierdzone.

Wkrótce po wyborczej porażce Vučicia w serbskich mediach społecznościowych pojawiło się nagranie przedstawiające furgonetkę wypełnioną workami z pociętymi dokumentami i innymi materiałami. Na niektórych papierach widocznych przez przezroczyste worki można wyraźnie dostrzec oficjalne nagłówki i podpisy.

Nie wiem, czy nagranie jest autentyczne, ale pojawiło się w Internecie w wymownym momencie. 29 października Najwyższa Prokuratura Publiczna wydała pilne polecenie wszystkim prokuraturom, aby powstrzymały i zapobiegły niszczeniu dokumentacji urzędowej w instytucjach państwowych i agencjach.

Gdy kończyłam pisać powyższy fragment artykułu, dowiedziałam się, że pracownicy państwowej telewizji zaczęli podawać się do dymisji, co oznacza rozpoczęcie procesu oczyszczania mediów.

WYMIAR DUCHOWY

Po raz kolejny przekonuję się, że Serbowie to najbardziej charakterny naród słowiański. Pamięcią sięgam do 1999 roku, kiedy NATO bombardowało ich kraj. Serbscy studenci gromadzili się wówczas na mostach łączących brzegi Dunaju w Belgradzie, tworząc własnymi ciałami żywe tarcze na strategicznych obiektach, by chronić je przed bombami naszych – o zgrozo – sojuszników.

Rozkaz bombardowania Serbii wydał ówczesny prezydent USA Bill Clinton. Byłam wtedy nastolatką i pamiętam, że kiedy Clinton przyjechał do Polski, przeżyłam wielkie rozczarowanie moimi rodakami. Wręcz mdliło mnie na widok lizusowskich transparentów z napisem „We love You”, którymi polska młodzież witała amerykańskiego przywódcę.

W momencie pisania tego artykułu w Polsce rozkręca się na całego kolejna awantura, która pogłębia destabilizację państwa. Tym razem teatr rozgrywa się przed Trybunałem Konstytucyjnym. Kiedy wreszcie dotrze do moich rodaków, że nie wywalczą autentycznej wolności, dopóki będą uprawiać lizusostwo i poddaństwo wobec obcych mocarstw?

Wracając do Serbii. W 2009 roku Władyka Artemije postawił się imperium zła. Jako biskup Raszko-Prizrenski nie udzielił błogosławieństwa na wejście ówczesnego wiceprezydenta USA Joe Bidena do monasteru Visoki Dečani w Kosowie. Jestem pewna, że żadnego biskupa w Polsce nie byłoby stać na taki akt odwagi wobec przedstawiciela tej konkretnej administracji, która opiera swą potęgę na siłach zła.

Owszem, serbski duchowny przepłacił to wygnaniem z Kosowa. Jednak swoją postawą zyskał jeszcze większy szacunek wśród Serbów i został duchowym przywódcą katakumbowej cerkwi.

Jeden z moich serbskich rozmówców nie ma wątpliwości, że wolność, którą zwiastują ostatnie wydarzenia w jego kraju, jest efektem życia duchowego wielu jego rodaków. Zwrócił uwagę, że Serbowie coraz częściej wracają do Prawosławia, szukając duchowego odrodzenia po tragicznych doświadczeniach poprzednich pokoleń, które dorastały w czasach komunizmu.

Obecne zmiany nie byłyby możliwe bez duchowego odrodzenia, ponieważ – zdaniem mojego rozmówcy – tylko prawosławni wiedzą, czym jest prawdziwa wolność. Wolność obywatelska może nadejść dopiero wtedy, gdy zapanuje autentyczna wolność duchowa – podsumował.

Agnieszka Piwar
fot. zrzut ekranu YouTube / BBC News na srpskom

Podobne wpisy