Najodważniejszy przywódca naszych czasów
Niedawno rozmawiałam z kolegą o upadku naszej cywilizacji. Zgodnie stwierdziliśmy, że proces ten już się dokonuje i nie ma od niego odwrotu. Wkrótce ktoś podbije zdemoralizowaną i osłabioną Europę, zadając jej coup de grâce – śmiertelny cios łaski. Z historii wiemy, że nieubłagany cykl dziejów musi się domknąć i nie jesteśmy w stanie tego powstrzymać.
Mimo wszystko w naszej rozmowie pojawiła się nutka optymizmu. Jak to możliwe, skoro sytuacja na świecie ewidentnie popycha ludzkość ku katastrofie? A jednak chrześcijanie kierują się nadzieją – wewnętrzną postawą duchową, polegającą na ufności w spełnienie obietnic Bożych, przede wszystkim związanych ze zbawieniem, odnową świata i ostatecznym zwycięstwem nad grzechem, cierpieniem i śmiercią.
Po upadku Starożytnej Grecji nowożytna Europa skorzystała z jej dorobku intelektualnego, politycznego i estetycznego – stworzonego przez światłych filozofów. Po upadku Imperium Rzymskiego Europejczycy czerpali z wielkiego dobrodziejstwa prawa rzymskiego. A z czego skorzystają przyszłe pokolenia po upadku dzisiejszej Europy?
Co mogłoby poruszyć serca tych, którzy przyjdą po nas, równie głęboko, jak niegdyś dziedzictwo greckie czy rzymskie – a mnie samą napełnia nadzieją? Być może zachwyci ich coś zupełnie odmiennego od tego, co dziś głoszą globaliści i ich poplecznicy. Ufam, że przyszłe pokolenia Europejczyków odnajdą inspirację w postaci skromnego, pokornego biskupa z Bałkanów – człowieka, który miał odwagę sprzeciwić się największym bandytom tego świata.
DLACZEGO DOSZŁO DO ROZŁAMU
Mam świadomość, że przybliżenie postaci prawosławnego duchownego wśród polskich – a więc w większości katolickich – czytelników może u niektórych wywołać zdziwienie, a nawet oburzenie. Dlatego na początku warto przypomnieć, o co tak naprawdę chodzi w sporze zapoczątkowanym przed wiekami.
Katolicka teologia opiera się na przekonaniu, że papież jest spadkobiercą apostoła Piotra – nie tylko duchowym, lecz także w sensie prawnym. Na tej podstawie powstała doktryna, według której wszelka łaska Boża konieczna do zbawienia spływa na świat wyłącznie przez namiestnika Chrystusowego, czyli papieża.
W konsekwencji każdy, kto pozostaje w jedności z papieżem (nawet takim jak Bergolio – członek masońskiego Klubu Rotariańskiego), ma dostęp do łaski i może się zbawić, natomiast ten, kto się od niego oddzieli, zostaje jej pozbawiony. Dlatego w teologii rzymskokatolickiej pojęcie „schizmy” jest poważne – oznacza bowiem całkowite odłączenie od źródła łaski Bożej.
Z prawosławnej perspektywy rozumowanie to jest błędne. Cerkiew nie utożsamia jedności z Bogiem z posłuszeństwem wobec jednej osoby czy instytucji, lecz z zachowaniem czystej wiary apostolskiej. Dlatego z prawosławnej perspektywy schizma jest też zgubna, ale o wiele bardziej zgubna jest herezja, czyli odstępstwo od prawdy wiary.
Najbardziej znanym przykładem takiego odstępstwa jest dodanie przez Kościół zachodni słów filioque („i od Syna”) do dogmatu o Trójcy Świętej – wbrew decyzjom soborów powszechnych w Nicei i Konstantynopolu. Stało się to źródłem niezgody, ponieważ tradycja chrześcijańska zawarta w Symbolu Wiary Nicejsko-Konstantynopolitańskim i zabezpieczona stosownymi anatemami naucza, że Duch Święty pochodzi jedynie od Ojca.
Z punktu widzenia Cerkwi każda samowolna zmiana dogmatu oznacza odejście od prawdy i utratę duchowej więzi z Bogiem. Dlatego Prawosławie podkreśla, że zbawienie nie zależy od hierarchicznej więzi z Rzymem, lecz od wierności nauce Chrystusa i niezmiennej Tradycji Apostolskiej.
NIE CZAS NA TCHÓRZY
Podczas największej psychozy naszych czasów, jaką była fałszywa pandemia, większość przywódców religijnych nie zdała egzaminu z wiary w Boga. Potulnie wykonywali dyrektywy globalistów, umoczonych w diabelskie konszachty. W efekcie – pod pretekstem pojawienia się wirusa z grupy koronawirusów, odkrytych już w latach 60. ubiegłego wieku – w pierwszym kwartale 2020 roku kapłani zaczęli zamykać świątynie przed wiernymi i wprowadzać limity miejsc podczas nabożeństw.
Na domiar złego wielu duchownych nakłaniało wiernych do przyjmowania podejrzanych szpryc. Niektórzy księża i biskupi – z papieżem Franciszkiem na czele – bezczelnie przy tym kłamali, że zaszczepienie się przeciwko koronawirusowi to akt miłosierdzia wobec bliźniego. Przypominam, że mowa o preparatach pseudomedycznych, wyprodukowanych przez nieuczciwe koncerny farmaceutyczne, mające między innymi zaspokoić chciwość ich właścicieli.
W ten oto sposób mogliśmy przekonać się, że większość księży i biskupów nie wierzy w Boga Wszechmogącego, lecz w „wszechmoc” globalistów. Zauważyłam, że od tego momentu kościoły w Polsce jeszcze bardziej opustoszały.
Właśnie w tym trudnym czasie po raz pierwszy usłyszałam o Władyce Artemije (1935–2020) oraz o współcześnie żyjących chrześcijanach, którzy spotykają się w katakumbach. Odkryłam wówczas, że choć mamy już XXI wiek, wyznawcy Chrystusa znowu musieli zejść do podziemia. Poszli na wygnanie za niezwykłym biskupem z Kosowa, który wielokrotnie miał odwagę narazić się i postawić globalistom.
Zachował przy tym wierność Chrystusowi, Tradycji Apostolskiej oraz nauczaniu Świętych Ojców. Warto, by Polacy poznali jego historię i owoce, które po sobie pozostawił. Mamy tu bowiem do czynienia z ciągłością sięgającą czasów Cyryla i Metodego – Apostołów Słowian – dzięki którym chrześcijaństwo dotarło na ziemie polskie, z czego większość Polaków nie zdaje sobie sprawy.
SOLIDNE FUNDAMENTY
Postać serbskiego duchownego przybliża szerszej publiczności film dokumentalny „Władyka Artemije – od pasterzyka do pasterza” (Владика Артемије – од чобанчета до пастира). Produkcja zawiera archiwalne nagrania z tytułowym bohaterem oraz wypowiedzi świadków jego niezwykłego życia. Całość opatrzona została kojącą muzyką i zdjęciami malowniczych Bałkanów, których krajobraz i duchowość wypełniają chrześcijańskie świątynie.
Władyka Artemije (urodzony jako Marko Radosavljević 15 stycznia 1935 roku w Leliciu k. Valjeva w Serbii) spędził beztroskie dzieciństwo w pobożnej, prawosławnej rodzinie. Od najmłodszych lat był pasterzem – najpierw pilnował jagniąt na podwórku, a następnie wypasał owce na rodzinnej działce.
W czasach szkolnych wykształciło się w nim wielkie zamiłowanie do poezji epickiej i patriotycznej. Po ukończeniu gimnazjum w Valjevie młody Marko wstąpił do seminarium duchownego w Belgradzie. W czasie nauki pozostawał pod duchowym wpływem świętego Justyna (Popovicia), którego często odwiedzał w monasterze Ćelije. To właśnie św. Justyn przyjął od niego wieczyste śluby mnisze – czyli (używając terminologii czysto prawosławnej) przystrzygł go na mnicha – w dniu 20 listopada 1960 roku.
Z błogosławieństwem świętego Justyna mnich Artemije rozpoczął studia teologiczne na Uniwersytecie Belgradzkim. W tym czasie przyjął kolejno święcenia diakońskie i kapłańskie. Po ukończeniu studiów w 1964 roku został wykładowcą w seminarium duchownym przy monasterze Krka, gdzie spędził cztery lata.
Następnie wyjechał do Aten, gdzie obronił doktorat poświęcony nauce św. Maksyma Wyznawcy o zbawieniu. Po powrocie na krótko podjął wykłady w seminarium w Prizrenie, jednak już po roku – za błogosławieństwem świętego Justyna oraz biskupa raszko-prizreńskiego Pawła, późniejszego patriarchy – został mianowany przełożonym monasteru Crna Reka. Funkcję tę pełnił przez trzynaście lat. W tym czasie dokonał duchowej i organizacyjnej odnowy wspólnoty, przywracając życie monastyczne w miejscu, które przez stulecia pozostawało opuszczone.
Władyka Artemije zasłynął jednak przede wszystkim z tego, że wkrótce potem odnowił życie duchowe w Kosowie – ziemi uświęconej prochami chrześcijańskich męczenników.
Historyczna bitwa na Kosowym Polu w 1389 roku, choć zakończyła się fizycznym pokonaniem Serbów, stała się symbolem duchowego zwycięstwa i świadectwem wiary.
Święty książę Łazarz, świadomy militarnej przewagi Turków Osmańskich, ruszył do walki nie dla triumfu ziemskiego, lecz by bronić chrześcijaństwa i dać świadectwo wierności Bogu. Serbowie, idąc na bój w odświętnych szatach i z cerkiewnymi chorągwiami, przyjęli śmierć jako męczeństwo. W ten sposób narodził się „testament kosowski” – przekonanie, że ziemskie królestwo jest przemijające, natomiast Królestwo Niebiańskie trwa wiecznie i tylko ono ma prawdziwą wartość.
WSPÓŁCZEŚNI NAJEŹDŹCY
W naszych czasach chrześcijanom z Bałkanów znowu przyszło zmierzyć się z brutalnym najeźdźcą. Wróg działa na wielu polach – usiłuje rozłożyć chrześcijaństwo od środka za pomocą złego ducha: ekumenizmu, modernizmu i innych herezji, a także niszczyć je fizycznie. Przykładem tego drugiego jest okupacja Kosowa. Zaczęło się od bombardowań NATO w 1999 roku. W 2008 roku miało miejsce jednostronne ogłoszenie oderwania Kosowa od Serbii.
Okupacji towarzyszą liczne prześladowania miejscowych chrześcijan. Wystarczy wspomnieć pogrom ludności serbskiej z marca 2004 roku, sprowokowany bezpodstawnym oskarżeniem. Albańskie tłumy zaatakowały serbskie enklawy, zabijając co najmniej 19 osób, raniąc blisko tysiąc, wypędzając około 4 tysięcy Serbów oraz niszcząc setki domów i 35 cerkwi prawosławnych.
Była to najkrwawsza fala przemocy od zakończenia wojny w latach 90. ubiegłego wieku, a międzynarodowe siły KFOR – powołane do ochrony ludności cywilnej – nie zapobiegły zbrodniom, pozwalając na bezkarne niszczenie serbskiego dziedzictwa i obecności na tej ziemi.
Władyka Artemije upomniał się o prawa Serbów. Jako biskup Eparchii Raszko-Prizrenskiej i Kosowsko-Metochijskiej wszczął bezprecedensowy spór w ramach prawa międzynarodowego. Przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu zażądał ochrony oraz odszkodowania za gwałty dokonane (pod okiem KFOR-u) na majątku Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, a także na duchowieństwie i narodzie serbskim w Kosowie i Metochii.
Ponadto postawił się najpotężniejszemu mocarstwu świata. Okazją do wykazania się niezwykłą odwagą była wiadomość ogłoszona przez Ambasadę Stanów Zjednoczonych w Prisztinie: „Wiceprezydent USA Joseph Biden planuje odwiedzić monaster Visoki Dečani w dniu 21 maja 2009 roku.”
Władyka Artemije, jako biskup Raszko-Prizrenski, stanowczo przeciwstawił się temu i nie udzielił błogosławieństwa na wejście do świątyni przedstawicielowi amerykańskiej administracji [okupanta]. Synod Serbskiej Cerkwi Prawosławnej nie miał już jednak takiego kręgosłupa i ostatecznie wydał decyzję pozwalającą Bidenowi wejść do świątyni.
Globaliści zaczęli naciskać na Serbską Cerkiew Prawosławną, której biskupi tchórzliwie się ugięli i – pod zmyślonym pretekstem – wygnali Władykę Artemije z Kosowa, kłamliwie zarzucając mu malwersacje finansowe.
«Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie» (Mt 5, 11-12a).
Tymczasem za swoim duchowym przywódcą poszli na wygnanie kosowscy mnisi. Wówczas wydarzyło się coś niezwykłego…
POWRÓT DO KORZENI
Niezłomna i bezkompromisowa postawa duchowego przywódcy, który poświęcił ziemskie przywileje dla obrony prawdy, zaimponowała wielu Serbom i nie tylko. Po śmierci Władyki Artemije, duchowym przywódcą katakumbowej Eparchii został Władyka Ksenofont.
W wygnanej Eparchii (diecezji) nikt nie wysługuje się globalistom, masonom, politykom itp. oraz nie ma miejsca na heretycki ekumenizm. Zachowana jest wierność Tradycji Apostolskiej i nauczaniu Świętych Ojców. Jednocześnie nie brakuje otwartości na błądzących grzeszników, szczerze szukających prawdy i pragnących ukojenia strapionej duszy.
Miałam okazję porozmawiać z niektórymi wiernymi Eparchii Najczęściej trafili tam dlatego, bo nie mogli już zdzierżyć modernistycznymi kapłanów, układających się z systemem.
Co znamienne, Eparchia – choć prześladowana, zmuszona zejść do podziemia oraz wygnana z Kosowa i Metochii – rozrasta się na Bałkanach, w Europie Zachodniej, a nawet w Stanach Zjednoczonych, przyciągając coraz liczniej Słowian pochodzących z różnych krajów, którzy szukają swoich chrześcijańskich korzeni.
W ten cudowny sposób, po prawie dwunastu wiekach, nastąpiła odnowa misji chrystianizacyjnej Cyryla i Metodego – Apostołów Słowian. Warto bowiem wiedzieć, że początkiem chrześcijaństwa w Polsce wcale nie było wydarzenie z udziałem Mieszka I, który zawarł sojusz z łacinnikami z Rzymu, co umownie traktujemy jako „chrzest Polski” w 966 roku.
Chrześcijaństwo dotarło do nas z Bałkanów już przeszło sto lat wcześniej. A zatem nasi przodkowie w początkowych latach chrześcijaństwa uczestniczyli w Liturgii w obrządku wschodnim. Pierwszy władca Polski z dynastii Piastów ożenił się z Dobrawą w 965 roku, a więc rok przed oficjalnym łacińskim chrztem Polski. Skoro wziął ślub chrześcijański, musiał być już wcześniej ochrzczony – oznacza to, że oba sakramenty przyjął w obrządku wschodnim.
W związku z powyższym pierwsi chrześcijanie na polskich ziemiach modlili się w języku staro-cerkiewno-słowiańskim. Nasi przodkowie uczestniczyli więc w liturgii, która do dziś zachowała się w Eparchii Raszko-Prizrenskiej i Kosowsko-Metochijskiej.
Najbliższa Polsce katakumba znajduje się w Austrii, w alpejskiej wiosce Grünbach am Schneeberg, której nazwa w języku polskim oznacza „Zielony Potok pod Śnieżną Górą”. Z czasem nazwa ta zaczęła wydobywać przede mną pewne głębsze skojarzenia.
W chrześcijaństwie zieleń to barwa życia, nadziei i odnowy. Symbolizuje nowe życie w Chrystusie, duchowy wzrost i ufność w Bożą Opatrzność. W Piśmie Świętym kojarzy się z błogosławieństwem i płodnością: «Pan jest moim pasterzem, na zielonych pastwiskach pasie mnie» (Ps 23,2).
W ikonografii wschodniej (prawosławnej) zieleń oznacza działanie Ducha Świętego w świecie stworzenia. Ikony Pięćdziesiątnicy często mają zielone tło lub szaty apostołów, co podkreśla Bożą energię, życie łaski i nieśmiertelność duszy.
Potok to strumień wody wypływający ze źródła. W chrześcijaństwie źródło symbolizuje życie, oczyszczenie i łaskę Bożą. W wymiarze duchowym potok oznacza życie w ruchu – działanie łaski Bożej rozlewającej się na świat. Źródło jest początkiem, a potok jego przedłużeniem – przejawem życia, które z tego początku wypływa.
Szczyt pobliskiej góry Schneeberg przez cały rok pokrywa śnieg. Również tutaj można dostrzec symbolikę obecną w Piśmie Świętym: «Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją» (Iz 1,18) – co oznacza, że nawet najcięższe grzechy mogą zostać całkowicie odpuszczone, jeśli człowiek się nawróci i będzie posłuszny Bogu. W Biblii góra symbolizuje miejsce spotkania człowieka z Bogiem, gdzie poprzez wysiłek wznoszenia się dokonuje się duchowe oczyszczenie, zrozumienie i przemienienie.
Agnieszka Piwar