Jak wyleczyć Polaków z rusofobii 

Szumne deklaracje złożenia kwiatów pod pomnikiem poległych żołnierzy Armii Czerwonej, geopolityczne tłumaczenie wojennych posunięć Kremla, próby utworzenia prorosyjskiej partii czy nawet organizowanie ruchów antywojennych wzywających do pokojowych relacji z Rosją. Żadne z tych działań nie rozwiążą w Polsce nabrzmiałego problemu jakim jest zaciekła rusofobia. Wręcz przeciwnie – często jedynie dolewają oliwy do ognia. Dlaczego? Ponieważ dostarczają amunicję nienawistnikom i cynicznym graczom. W efekcie, rozmaite akcje o zabarwieniu prorosyjskim na ogół eskalują atmosferę wrogości.

Czy jest zatem w ogóle możliwe, by zmienić rusofobiczne nastawienie polskiego społeczeństwa, skoro polskojęzyczni politycy i media z taką zaciekłością pomstują na Rosję? Uważam, że jak najbardziej można to zrealizować – oddolnie i prostymi metodami. Zanim jednak przejdę do omówienia meritum, warto się najpierw zastanowić co wywołało chorobę. Chodzi bowiem o to, by wyleczyć jej przyczynę, a nie jedynie objawy.

Z pewnym bagażem osobistych doświadczeń, mam podstawy twierdzić, że wbrew temu co próbuje nam się wmówić, wrogość do Rosjan nie jest wpisana w naszą polską naturę. Faktem jest natomiast, iż łatwo nami sterować, gdyż – jak na słowiański naród przystało – jesteśmy bardzo emocjonalni i dość naiwni. Dlatego uważam, że rusofobię zainfekowali wśród Polaków zewnętrzni podżegacze i ich pomagierzy zainstalowani w naszym narodzie. Dlaczego to zrobili? W myśl zasady: «dziel i rządź».

Natomiast dobra wiadomość jest taka, że ta konkretna choroba jest uleczalna. Zaobserwowałam to kilka lat temu, kiedy dotarłam do Rosji z grupą polskich motocyklistów z Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego. Głównym celem motocyklowych wypraw było odwiedzenie miejsc pamięci Ofiar komunizmu, gdzie wymordowano polską inteligencję, w tym kadrę oficerską (Katyń, Miednoje, etc.). Dzięki wiedzy i mądrości komandora Rajdów Katyńskich śp. Wiktora Węgrzyna, uczestnicy tych spotkań – zarówno po polskiej jak i rosyjskiej stronie – byli przez niego uświadamiani, że ten zbrodniczy system to pomysł Żydów, a nie Rosjan, zaś naród rosyjski najmocniej przy tym ucierpiał. W efekcie uczciwego przestawienia sprawy, między Polakami i Rosjanami wytwarzała się – a właściwie odradzała – naturalna więź i sympatia. I ja byłam tego świadkiem, a nawet uwieczniłam to w dwóch filmach dokumentalnych.

W związku z doświadczeniem polsko-rosyjskich spotkań, jestem przekonana, że Polacy nie mają wpisanej rusofobii w swojej naturze. Owszem, rusofobia – i to chorobliwa – jest obecna w naszym społeczeństwie. Jednak jak już wspomniałam, wynika ona z tego, że została u nas sztucznie zainstalowana (zakażono polskie dusze). To skutek działań globalnych graczy, którzy za wszelką cenę nie chcą dopuścić do tego, by słowiańskie narody żyły w zgodzie i pojednaniu, o sojuszu nie wspominając. Zjednoczeni Słowianie? Co to, to nie! Na to globaliści – dążący do zniewolenia narodów i utworzenia jednego światowego rządu – pozwolić sobie nie mogą.

Narzędzie w naszych rękach

Jak zatem działać, gdy nie mamy charyzmy komandora Rajdów Katyńskich, a nawet własnego motocykla? Czasem najprostsze rozwiązania są najlepsze. Wystarczy wziąć do ręki telefon lub laptopa, odszukać po stronie rosyjskiej wartościowe komunikaty (translatory coraz lepiej tłumaczą) i udostępnić ich treść dalej, żeby dotarły do odbiorców po stronie polskiej.

Korzystając z okazji, że jestem publicystką z medialną łatką „ruskiej agentki”, wykonam pierwszy krok. W tym momencie chciałabym się z Państwem podzielić fenomenalnymi treściami, jakie można znaleźć na niektórych rosyjskich kanałach w aplikacji Telegram.

Przykładowe komunikaty, które poniżej udostępniam, opublikowano w ostatnich dniach na profilu Ruch Carski Krzyż (ДВИЖЕНИЕ ЦАРСКИЙ КРЕСТ). Całkowicie zmieniają one obraz Rosji i Rosjan, jaki wciska się w mediach głównego nurtu – zarówno na Zachodzie jaki i w putinowskiej Rosji.

Administratorzy wspomnianego profilu przypomnieli swoim Czytelnikom takie oto treści:

«Święty Jan Kronsztadzki w swoim kazaniu wygłoszonym w 1905 roku powiedział: „Rosjo, jeśli odejdziesz od swojej wiary, jak odeszło od niej wielu intelektualistów, nie będziesz już ani Rosją, ani Świętą Rusią. A jeśli nie ma pokajania w narodzie rosyjskim, koniec świata jest bliski. Bóg zabierze pobożnego monarchę i ześle bicz na niegodziwych, okrutnych, samozwańczych władców, którzy zaleją całą ziemię krwią i łzami”.

[Komentarz admina RCK]: „Rzeczywiście, nawet teraz widzimy świat częściowo zalany krwią i stłumiony przez tyranię, która rozpoczęła się w Rosji wraz z rewolucją 1917 roku. Rodzi to pytanie: czy jest nadzieja na wyzwolenie, czy też ateizm pochłonie cały świat i przygotuje miejsce dla królestwa Antychrysta?”

Starzec Aleksy Zosimowski będąc w Monasterze Czudowskim podczas wyboru patriarchy, usłyszał płacz ludzi i ktoś głośno wykrzyknął: „Więc nasza Rosja odeszła, odeszła Święta Ruś!” I nagle donośnym głosem pyta: „Kto mówi, że Rosja zniknęła, że umarła? Nie, nie, nie zniknęła, nie umarła i nie umrze, nie zginie, ale naród rosyjski musi zostać oczyszczony z grzechu przez wielkie próby. Musimy się modlić, żarliwie pokutować. Rosja nie zginie i nie umarła”.

Schihieromnich Arystokles na krótko przed swoją śmiercią w sierpniu 1918 roku powiedział: „Teraz żyjemy w czasach przed Antychrystem. A Rosja zostanie uratowana. Będzie dużo cierpienia, dużo męki. Cała Rosja stanie się więzieniem i trzeba dużo błagać Gospoda [Boga] o przebaczenie. Pokutujcie za grzechy i bójcie się popełnić najmniejszy grzech i starajcie się czynić dobro, nawet najmniejsze. W końcu nawet skrzydło muchy ma wagę, ale Bóg ma dokładną wagę. A wtedy najmniejszy na kielichu dobrej woli przeważy, wtedy Bóg okaże swoje miłosierdzie nad Rosją”.

[Uzupełnienie admina RCK]: „10 dni przed śmiercią powiedział też, że koniec nastąpi przez Chiny. Nastąpi jakaś niezwykła eksplozja i pojawi się Boży cud. I będzie zupełnie inne życie na ziemi, ale nie na długo”.

W 1930 roku arcybiskup Teofan Połtawski podsumował proroctwa, które otrzymał od starców, którzy byli w stanie zobaczyć przyszłość: „Pytacie mnie o najbliższą przyszłość i nadchodzące czasy ostateczne. Nie mówię o tym od siebie, ale o tym, co zostało mi objawione przez Starców. Przyjście Antychrysta zbliża się i jest już bardzo bliskie. Czas, jaki dzieli nas od jego przyjścia, można mierzyć w latach, najwyżej w dziesięcioleciach. Ale przed jego przybyciem Rosja musi się odrodzić, choć na krótko. I będzie tam monarcha, wybrany przez samego Gospoda. I będzie człowiekiem żarliwej wiary, głębokiego umysłu i żelaznej woli. Oto, co zostało nam objawione na jego temat. I będziemy czekać na wypełnienie się tego objawienia. Sądząc po wielu znakach, nadchodzi; poza tym, że z powodu naszych grzechów Gospod to anuluje i zmieni Swoją obietnicę. Według świadectwa Słowa Bożego, to też może się zdarzyć”.

[Komentarz admina RCK]: „Widzimy więc, że wszystkie proroctwa tych natchnionych przez Boga ludzi z początku naszego stulecia mówią o oczekiwaniu na przywrócenie Świętej Rusi, a nawet prawosławnego cara na krótko przed nadejściem Antychrysta i końcem świata. Ale to wydarzenie będzie miało raczej charakter cudownego niż zwykłego wydarzenia historycznego. A jednocześnie będzie to w pewnym stopniu zależeć od samego narodu rosyjskiego, ponieważ Bóg działa tutaj z wolnej woli człowieka. Tak jak po nawróceniu ludu Niniwa uzyskała przebaczenie, a proroctwo Jonasza o jej śmierci okazało się fałszywe, tak proroctwa o odbudowie Rosji mogą się okazać fałszywe, jeśli naród rosyjski nie okaże skruchy”.»

Pokajanie za zbrodnię rewolucji

Następnie administratorzy profilu Ruch Carski Krzyż, przypominają o szatańskim dziele zniszczenia jakim była rewolucja bolszewicka i o strasznej zbrodni jaką było zabicie chrześcijańskiego cara. Fakt, że we współczesnym świecie rosyjskim wyłoniły się osoby, które tak świadomie podchodzą do tematu, zasługuje na jedyną słuszną reakcję ze strony Polaków: wspierajmy tych konkretnych Rosjan, którzy przekazują prawdę i dążą do pokajania.

W kontekście powyższego, na Telegramie przypomnieli oni niniejsze przesłanie:

«Błogosławionej pamięci arcybiskup Jan Maksymowicz długo zastanawiał się nad znaczeniem rewolucji w Rosji i rozproszeniem narodu rosyjskiego. W orędziu wygłoszonym na Synodzie Biskupów Wszechdiaspory w Jugosławii w 1938 roku napisał: „Naród rosyjski jako całość popełnił wielkie grzechy, które spowodowały prawdziwe nieszczęścia, a mianowicie krzywoprzysięstwo i carobójstwo. Osoby pełniące funkcje publiczne i wojskowi przywódcy odmówili carowi posłuszeństwa i lojalności jeszcze przed jego przymusową abdykacją, wypierając się cara, który nie chciał wewnętrznego rozlewu krwi, lud zaś otwarcie i hałaśliwie przyjął to, co się stało, nigdzie głośno nie wyrażając sprzeciwu.

Nie tylko egzekutorzy fizyczni są winni grzechów carobójstwa, ale cały naród, który radował się z okazji obalenia cara i pozwolił go upokorzyć, aresztować i wygnać, pozostawiając go bezbronnym w rękach przestępców, którzy z góry przesądzili jego koniec. Tak więc katastrofa, która spadła na Rosję, jest bezpośrednią konsekwencją grzechów ciężkich, a jej odrodzenie jest możliwe dopiero po oczyszczeniu z nich. Jednak nadal nie ma prawdziwej skruchy, popełnione zbrodnie nie zostały jeszcze potępione, a wielu aktywnych zwolenników rewolucji nadal twierdzi, że wtedy nie można było postąpić inaczej. Nie wyrażając bezpośredniego potępienia rewolucji lutowej, powstania przeciwko Pomazańcowi, naród rosyjski nadal uczestniczy w grzechu, zwłaszcza gdy broni owoców rewolucji”.

[Komentarz admina RCK]: „Znaczenie dla dziejów świata męczeństwa carskiej rodziny, które można porównać ze znanymi wydarzeniami biblijnymi, polega na tym, że konstantynopolitański okres Cerkwi Chrystusowej dobiega końca, a rozpoczyna się nowa męczeńska, apokaliptyczna era przed nami. Zaczęło się od dobrowolnej ofiary ekspiacyjnej ostatniego namaszczonego prawosławnego cara i jego rodziny. Tragedia carskiej rodziny spadła jak przekleństwo na całą ziemię rosyjską, będąc symbolicznym prologiem długiej drogi Rosji do Krzyża – śmierci milionów jej synów i córek.

Oczywiście carobójstwo nie jest jedynym grzechem, który ciąży na sumieniu narodu rosyjskiego. Jest to niejako symbol Rosji, która odpadła od Chrystusa i prawdziwego prawosławia, procesu, który miał miejsce w ciągu ostatnich stuleci i być może dopiero teraz zmienił swój kierunek.

Aby spełniły się słowa wypowiedziane przez świętych o odrodzeniu Rosji, konieczna jest czynna pokuta narodu rosyjskiego, na co wskazywało wiele osób życia duchowego:
– skrucha za grzech carobójstwa i naruszenie przysięgi narodu z 1613 r.;
– poprawna gloryfikacja ofiarnego, odkupieńczego podwigu cara-męczennika Mikołaja II;
– potępienie walczącej z Bogiem ideologii komunistycznej i wyrzeczenie się wszelkich bożków bolszewizmu;
– usunięcie Lenina z mauzoleum;
– zakaz aborcji.

Oczywiście wielu może się nie zgodzić z niektórymi punktami. Dlatego do rozstrzygnięcia wszelkich sporów potrzebna jest powszechna opinia Cerkwi. Nie imitacja dyskusji, ale opinia całej Cerkwi, wyrażona na soborze lokalnym”.»

Sprawiedliwy Hiob i Car Męczennik

6 maja w kalendarzu juliańskim (19 maja w kalendarzu gregoriańskim) w Święto sprawiedliwego Hioba świat prawosławny przeżywał także 155. rocznicę urodzin Mikołaja II Romanowa, ostatniego cara Rosji, tytularnego króla Polski, Świętego Cerkwi Prawosławnej. Tego dnia administratorzy profilu Ruch Carski Krzyż, za pośrednictwem aplikacji Telegram przekazali bardzo ważną wiadomość dla Rosjan. Oto jej treść:

«Mikołaj II jest miarą rosyjskości. Nie można kochać Rosji i nie kochać rosyjskiego cara.
Życie Hioba pokazuje, że nawet człowiek bardzo podobający się Bogu, człowiek sprawiedliwy, może cierpieć niesprawiedliwie, ale dzięki cierpliwości i szczerej wierze w Boga prędzej czy później zostanie uwielbiony zarówno przez Boga, jak i przez ludzi.

Mikołaj II ze względu na swoją pobożność i moralność, prostotę i skromność, pragnienie przestrzegania chrześcijańskich przykazań i rytuałów stał się obcy otaczającemu go zdeprawowanemu społeczeństwu, pogrążonemu w okultyzmie i masonerii.

Suweren był jedynym, który walczył do końca za Rosję i Autokrację. Ale w pobliżu nie było wiernych ludzi, którzy byliby gotowi wypełnić jego rozkaz, aby zgasić rewolucję lutową i doprowadzić Rosję do Zwycięstwa. Zdradzony przez dowództwo armii, a także liberałów, monarchistów z Dumy i wielu wielkich książąt, a nawet duchowieństwo, car znalazł się zupełnie sam i został siłą usunięty z tronu.

Jedną z głównych przyczyn tak ogromnej liczby ludzi, którzy zdradzili cara, było to, że wielu zaczęło wierzyć, że samowładztwo jest przestarzałe, nie przywiązując wagi do faktu, że to władza carska przyczyniła się do potęgi i wielkości Rosyjskiego Imperium. Tylko za Mikołaja II populacja wzrosła o ponad 50 milionów ludzi, a Rosja weszła do pierwszej piątki mocarstw światowych. Przez długi czas Związek Sowiecki pochłaniał resztki dorobku carskiej Rosji, od nauki po kulturę.

Car w swej czystości serca nie mógł uwierzyć, że generałowie rosyjscy, ochrzczeni w wierze prawosławnej, którzy mówili o konieczności przestrzegania tradycji Aleksandra Newskiego i Dymitra Dońskiego, A. Suworowa i F. Uszakowa, w tak bardzo odpowiedzialny czas jak Wielka Wojna, są zdolni do zdrady i mogą zdradzić Boga, Rosję, prawosławnego cara, Przysięgę…

Tragedia rosyjskich generałów i duchowieństwa polegała na tym, że w czasie wojny domowej wielu z nich zdało sobie sprawę z tego, co zrobiło, wspierając masoński Rząd Tymczasowy, zdało sobie sprawę, że cały kraj spoczywa na barkach cara Mikołaja II. Ale było już za późno, koło zamachowe bratobójczej wojny kręciło się coraz bardziej.

Z przykrością musimy stwierdzić, że car został odizolowany, aresztowany i odsunięty od władzy właśnie przez tych ludzi, którym ufał. Car, z ciężkim poczuciem tego, czego doświadczył, napisał w swoim dzienniku: „Wszędzie wokół zdrada, tchórzostwo i oszustwo”. Tym krótkim stwierdzeniem dał do zrozumienia przyszłemu pokoleniu, że w jego otoczeniu nie ma już ludzi, którzy nie zmieniliby przysięgi, którzy mogliby wpłynąć na zmianę sytuacji.

Nic nie można zrobić, gdy bliscy współpracownicy i przyjaciele zadają nieoczekiwany cios w plecy, to najstraszniejsza i najtrudniejsza rzecz, jaka może się zdarzyć, gdy ci, którym ufasz, zostaną zdradziecko zdradzeni. Żaden lider i żadna osoba nie jest na to odporna.

Istnieją przykłady z historii Rzymu, kiedy cesarz Cezar został zdradzony przez swoje najbliższe otoczenie i nie mógł nic zrobić. Z tych wydarzeń pozostało popularne wyrażenie: „I ty, Brutusie, przeciwko mnie?”. Coś podobnego stało się z Mikołajem II. O swoim wuju Mikołaju Nikołajewiczu, byłym naczelnym dowódcy armii rosyjskiej, który również go zdradził, car powiedział: „Nawet on”.

Władca Mikołaj II aż do śmierci pokazał obraz carskiej służby i miłości do Rosji. Podobnie jak starotestamentowy Abraham, Hiob Cierpiący, serbski książę Łazarz, Władca wraz z całą rodziną wszedł na rosyjską Golgotę, dokonując wyczynu naśladującego Chrystusa. To dzięki tej ekspiacyjnej ofierze, pomimo wszystkich trudności, Rosja została ułaskawiona! Sama Matka Boża w swoim wyglądzie Ikony Dzierżawnej (Suwerennej) wzięła z rąk Władcy berło i jabłko, aby przekazać je przyszłemu carowi.

Suweren Mikołaj II jest najbardziej niezrozumianym rosyjskim carem, z którego wielkiego podwigu jeszcze nie zdaliśmy sobie sprawy. Duchowa ślepota jest korzeniem wszystkich naszych problemów, fragmentacji i niewolnictwa na naszej własnej ziemi. Za zdradę namaszczonego przez Boga cara Mikołaja II i męczeńską śmierć rytualną cara i jego rodziny musi zapłacić naród rosyjski. Bez czynnej skruchy narodu rosyjskiego odrodzenie Rosji jest niemożliwe!

Święty carze-męczenniku Mikołaju, módl się za nami do Boga!»

Zanim będzie za późno

Bardzo ważne jest, aby Polacy uświadomili sobie czym jest prawdziwa Rosja oraz kto stoi za jej zniszczeniem. Wtedy jest szansa na zrozumienie także tego, że za tragedią wojny na Ukrainie stoją podżegacze, którzy podpuścili Ukraińców i sprowokowali Rosjan, aby zaczęli wzajemnie się zabijać.

Zrozumiał to niedługo przed śmiercią sierżant Aleksiej Mozgowoj (1975-2015). Po wybuchu Euromajdanu, podczas walk na wschodniej Ukrainie dowodził on oddziałami Prizrak (Widmo). Walczył dla Ługańskiej Republiki Ludowej, tj. po stronie Donbasu przeciwko Ukrainie. 

Mozgowoj z czasem zaczął pojmować, że został wciągnięty w czyjąś grę. Doszedł do takich wniosków także dzięki temu, że w trakcie walk nawiązał kontakt ze stroną przeciwną. Za sprawą rozmów z „wrogami” oraz dzięki wnikliwym obserwacjom i czynnemu udziałowi w wojnie, wypracował sobie pogląd na cały konflikt. Zrozumiał, że jest ponad nimi (Rosjanami i Ukraińcami) jakaś trzecia siła, która tym wszystkim steruje. Swoje wojenne przeżycia i przemyślenia opisał w dziennikach. 

W 2023 roku, a zwłaszcza w ostatnich tygodniach – tj. w czasie zaciekłych walk o Bachmut (gdzie zginęło tysiące osób, a miasto obróciło się w ruinę) – na rosyjskojęzycznych kanałach w aplikacji Telegram, takich jak Moskwa-Trzeci Rzym (Москва-Третий Рим 3rm.info @moskva3rim) oraz na portalu społecznościowym Vkontakte, pewną popularność zyskało niezwykle wymowne i wciąż aktualne przesłanie sierżanta Mozgowego. Oto jego treść:

«Zostaliśmy zapędzeni do Koloseum i powoli jesteśmy niszczeni! To jest wykorzystanie ludności… Żeby ludzie się w coś zaangażowali, trzeba coś stworzyć, coś zorganizować. Najlepszą opcją pozbycia się wymagających ludzi jest po prostu zawiezienie ich do Koloseum, w którym teraz się znajdujemy. Stwórz dwie przeciwne strony i pozwól im powoli się zniszczyć… 

Ty i ja nazywamy się „gojami”, ty i ja jesteśmy zmuszeni walczyć ze sobą i zabijać się nawzajem. Niczym gladiatorzy zostaliśmy wepchnięci na arenę nienawiści, otoczeni wysokim i mocnym płotem kanałów telewizyjnych i radiowych. Dostojni goście, kaganowie chazarscy i ich świta, obserwują naszą bitwę na śmierć i życie z mównicy.

Kiedy się pozabijamy, oni po prostu oczyszczą „arenę gladiatorów” z naszych ciał, ustawią na niej scenę i będą świętować odrodzenie Kaganatu Chazarskiego pieśniami i tańcami…»

Aleksiej Mozgowoj zginął w zamachu dokonanym 23 maja 2015 roku. Wydali go „swoi”. 

Oby Polacy w porę zrozumieli, że ulegając rusofobii i angażując się w konflikt „rosyjsko-ukraiński”, też dajemy się wciągać w czyjąś grę. Musimy to sobie wreszcie uświadomić, że jesteśmy następni w kolejce do Koloseum.

Agnieszka Piwar

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu: www.bibula.com

Podobne wpisy

2 komentarze

  1. Bardzo się cieszę,że trafiłam na Twój blog 🙂 .A przemówienie słyszałam niedawno w rosyjskim radiu,jest bardzo przejmujące i – to jest niesamowite – w większości zrozumiałe dla osoby,która słyszała ten język po raz pierwszy w życiu 😮.

  2. Zgadzam się, że jest w Polsce rusofobia, bardzo skutecznie wzmocniona w ostatnim czasie inwaZją na Ukrainę, ale to jest odrębny temat. Wprawdzie Pani nie definiuje pojęcia „rusofobii”, ale z tekstu dość wyraźnie wynika, że jest to negatywna obsesja (mieszanka lęku i nienawiści) skierowana do Rosji, rozumianej jako matka narodów słowiańskich, opiekunka wartości konserwatywnych i monarchistycznych.Fakt, jest w takim ujęciu coś bardzo pięknego, uwodzącego, coś, co może być alternatywnym światopoglądem dla nowoczesności. Ale teoretycznie. Bodaj w styczniu, odchodzącego właśnie roku, polskie ośrodki konserwatywne (m.in. krakowski Instytut im. ks. Piotra Skargi, „Polonia Christiana” , „Ordo Iuris”) zorganizowały konferencję (z udziałem m.in. słynnego profesora od wszystkiego, historyka Andrzeja Nowaka), na której wszystkie Pani nadzieje w kolejnych wystąpieniach rozwiewali, twierdząc, że darmo szukać nadziei dla chrześcijaństwa w Moskwie. Przyznam się, że ciężko się tego słuchało, bo, wydawałoby się, mądrzy ludzie, wypowiadali się językiem „oblężonej twierdzy” , która w dodatku ma ambicje nawracania świata na jedynie słuszną wiarę łacińską. Nie wiem, jak to pogodzić z zachwytem nad kazaniami Jana Kronsztadzkiego, nie da się nawet ze wskazaniami o.Aleksandra Mienia czy o. Aleksandra Schmemanna. Czyli, jak widać, do rusofobii przyczyniają się również polscy skrajni konserwatyści. Pani przypadek świadczy o tym, że nie wszyscy)). Ale warto zwrócić uwagę na fakt, że znacznie bardziej niż polityczna rusofobia, jest w Polsce rozpowszechnione dessineteressement kulturowe w stosunku do świata cyrylicy, także ukraińskiej i białoruskiej. Taka jest rzeczywistość. Pokonywaniu rusofobii, jak byśmy jej nie rozumieli, i na czym mi też zależy, nie służy inwaZja. Najlepszy dowód, co się stało z obrazem Rosjan na Ukrainie po 24-m lutego ubiegłego roku, jak rosyjskojęzyczne rodziny poprzechodziły na ukraiński. Czy to miało być celem inwaZji? Oczywiście, można znaleźć wroga (najlepiej wśród Żydów) , zdjąć odpowiedzialność z tych, którzy walczą w imię Świętej Sprawy, ale czy to spowoduje, że rusofobii będzie mniej?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *